Przez cały miesiąc totalny brak potrzeby pisania i mówienia o sobie tutaj.
Rozważanie otrzymanej propozycji w sobie, po czym opowiadanie o podjętej decyzji niemal wszystkim - w tramwaju, na gg, przez telefon. Utwierdzanie się w podjętej decyzji, tyleż bezskuteczne, co kompulsywne.
A dziś, jak to przed świętami przecież bywa, wielka ochota na alkohol pity w nielimitowanych ilościach w najbardziej absurdalnych miejscach. I nawet Last.fm próbuje udawać, że totalnie nic się nie zmieniło, że tych wszystkich lat nie było i puszcza mi - jak gdyby nigdy nic - Alanis Morissette.
Karma, ty dziwko, jak mawia C.